5. Wszystkiego najlepszego.

Thursday , 21.January.2010, 00:23
Draco Malfoy nie zdążył wejść na górę po schodach do sklepu, gdyż w połowie drogi zderzył się ze swoim przyjacielem. W ostatnim momencie udało im się złapać równowagę.
- Jak poszło? Zdziwiłem się, kiedy Aurorzy nagle zniknęli, więc zszedłem na dół, żeby zobaczyć co się stało, ale was już tam nie było.
- Fantastycznie. - Malfoy stwierdził sarkastycznie. - Widziałem, że Minister najchętniej wysłałby mnie do Azkabanu.
Stali w ciszy, zanim z letargu wyrwał ich donośny huk dochodzący z góry. Blaise wpadł z powrotem do sklepu i stanął jak w ryty. Draco, który biegł za nim o mało co nie przewrócił ich obu, lecz w ostatnim momencie udało mu się zatrzymać.
- Co jest? - zapytał Malfoy.
Zabini powoli uniósł rękę i wskazał na podnoszącą się z podłogi Pansy Parkinson.
- Dziękuję za pomoc chłopcy. - sapnęła niezadowolona.
Blaise pierwszy ocknął się ze zdziwienia, w ułamku sekundy znalazł się przy swojej małżonce.
- Nic ci nie jest? - spytał zatroskany.
- Jak to miło, że się tak o mnie martwisz. - syknęła przygładzając dłonią grzywkę. - Mogę pożyczyć wasze sowy?
Malfoy zgodził się bez wahania, nawet o nic nie pytając Parkinson. Kobieta podziękowała i zniknęła w ich małej sowiarni. Draco przygryzł wargę nadal patrząc w stronę drzwi, za którymi zniknęła jego przyjaciółka.
- Rozsyła maski. - mruknął Zabini, zwracając tym samym na siebie uwagę przyjaciela. - Nie znasz najnowszego pomysłu Pansy? - dodał zdziwiony. - Wymyśliła, że urządzi bal maskowy zamiast przyjęcia – niespodzianki.
- Żartujesz? - Malfoy pobladł.
Blaise pokręcił przecząco głową.
- Tłumaczyłem jej, że nie jest to dobry pomysł, szczególnie po zabójstwie Millicent...
- Wystarczy powtórzyć ten numer z eliksirem podczas balu i od razu padnie podejrzenie na kogoś ze Slytherinu. - dodał Draco. - A jeżeli rzeczywiście jeden z naszych stoi za morderstwem Bulstorde?
- Mam nadzieję, że nie. - mruknął Zabini. - Wracaj do domu, zobaczymy się wieczorem.


Malfoy przystanął przed bramą prowadzącą do posiadłości jego rodziny. Był spóźniony ponad dwadzieścia minut, ale się tym zupełnie nie przejmował. Z mieszanymi uczuciami ruszył po brukowanym podjeździe. Nie spuszczał wzroku z ogromnego dworku, do którego z każdym krokiem nieustannie się przybliżał. Zaklął szpetnie, kiedy dostrzegł Parkinson czekającą na niego u podnóża schodów. Miała na sobie bordową, długą suknie a w dłoni trzymała ozdobioną złotymi piórami maskę. Przytuliła go, jak tylko zatrzymał się przed nią.
- Wszystkiego najlepszego. - powiedziała radośnie. - Już myślałam, że nie przyjdziesz i będę musiała znaleźć Blaise i zmusić go, żeby ciebie przyprowadził. - roześmiała się i założyła maskę. - Chodźmy.
Draco upewnił się, że swoją ma na twarzy i poczekał, aż Pansy wzięła go pod ramię. Gdy weszli do środka i skierowali się do sali balowej Malfoy aż się zdziwił, że była cała wypełniona.
- Przyszli wszyscy. - szepnęła mu do ucha Parkinson.
Mijali ludzi, których Draco nie był w stanie rozpoznać. Dzięki temu wiedział, iż on także może pozostać anonimowy w takim tłumie. Sala pogrążona była w półmroku, na zastawionych jedzeniem stolikach stały zapachowe świece, których delikatny aromat wypełniał całe pomieszczenie. Na parkiecie tańczyło kilka par, część z gości stała obok podzielona na grupki i prowadziła dyskusje na różne tematy zaś reszta siedziała przy stołach. Pansy pociągnęła Malfoy'a do ulokowanego w samym kącie sali stołu. Nawet nie zdążyli usiąść a już pojawił się koło nich skrzat domowy ubrany w gustowną czarną togę.
- Czego się państwo napiją? - zaskrzeczał.
- Poproszę białe wino. - odezwała się Parkinson. - A dla mojego kompana czerwone.
Skrzat natychmiast zniknął i zaraz pojawił się z powrotem z dwoma butelkami, po czym znowu rozpłynął się w powietrzu.
- Zatrudniłaś kelnerów? - Draco nawet nie starał się ukryć ironii.
Pansy rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie i sięgnęła po kieliszek z winem. Malfoy rozejrzał się po sali, jego wzrok zatrzymał się na parze schodzącej z parkietu. Kobieta w zielonej, pasującej do koloru sukienki, maską tłumaczyła coś zawzięcie swojemu partnerowi. Mężczyzna sprawiał wrażenie jakby zaczynał pomału tracić cierpliwość. Usiedli przy stoliku, gdzie siedziała inna para, z którą jak się domyślał Draco, bardzo dobrze się znali.
- Gdzie podziewa się Zabini? - zapytał Malfoy wyciągając rękę po swoje wino.
Parkinson przyjęła pozę znudzonego turysty, bawiła się kosmykiem włosów, który wysunął się jej z luźno upiętego koka.
- Rozmawia z ochroniarzami. - powiedziała.
- Od razu czuję się bezpieczniej. - mruknął w odpowiedzi.
Pansy zignorowała go zupełnie. Nagle wyprostowała się i nachyliła w stronę Draco.
- Astora się zbliża. - szepnęła konspiracyjnie.
- Fantastycznie. - jęknął Malfoy. - Dam radę uciec przed nią?
- Tak, jeśli wstaniemy równocześnie i ją jakoś zatrzymam, kiedy ty będziesz znikał wśród tańczących par na parkiecie. - rzuciła rozbawiona. - Na trzy podnosimy się.
Draco kiwnął głową zerkając w stronę nadchodzącej panny Duminot, która wyglądała nadzwyczaj olśniewająco. Astoria była bardzo ładną i miłą damą pochodzącą z zamożnej rodziny znanej z tego, że dbała o czystość krwi i nie dopuszczała mieszanym małżeństw pomiędzy czarodziejami i mugolami. Niestety Duminot zraziła do siebie Malfoy'a poprzez bezustanne wieszanie się na jego ramieniu podczas ich spotkań. Usłyszał jak Parkinson doliczyła do trzech i zerwał się na równe nogi znikając w tłumie gości. Wolał nie sprawdzać czy Astoria przypadkiem nie depcze mu po piętach. Odetchnął z ulgą dopiero wtedy, kiedy znalazł się na pustym korytarzu. Szedł ponurym holem, aż dotarł do swojego ulubionego miejsca. Stanął przed oknem, zdjął maskę i wyjął z kieszeni spodni paczkę papierosów. Przez chwilę obracał ją w dłoniach zanim wyciągnął z niej papierosa i zapalniczkę.
- Nie mogę w to uwierzyć, Draco Malfoy pali wyrób w stu procentach mugolski. - odezwał się głos tuż za jego plecami.
Draco o mało co nie upuściłby z wrażenia papierosa, chrząknął starając się tym samym ukryć fakt, że się przestraszył. Odwrócił się i zobaczył szeroko uśmiechniętego Harry'ego Potter'a.
- Gdzie twoja maska? - zapytał automatycznie pomimo tego, iż zupełnie go to nie obchodziło.
Potter od razu z poważniał, stanął obok Malfoy'a. Nie spuszczał wzroku z widoku jaki rozciągał się za oknem.
- Pokłóciłem się z Ginny na parkiecie.
- Przykro mi. - odpowiedział Draco nie szczerze. - Oszczędź mnie i zachowaj łzawe historyjki o waszych problemach dla kogoś kogo to zainteresuję. - dorzucił oschle.
Harry zamiast się zdenerwować wybuchnął śmiechem.
- Może poczęstujesz mnie papierosem? - zapytał jak już się trochę uspokoił.
Malfoy podsunął mu paczkę i zapalniczkę.
- Bohater wszech czasów pali? - zapytał drwiąco.
- Tylko wtedy kiedy się denerwuję. - Potter wzruszył ramionami.
Stali w ciszy obserwując jak zapada zmrok za oknem, w ciągu paru minut korytarz spowił się mrokiem. Draco pierwszy skończył palić i wyrzucił niedopałek przez lufcik. Zdecydował się na powrót do sali balowej lecz nie zdążył przejść nawet pięciu kroków, gdyż wpadł na kogoś. Błyskawicznie odzyskał równowagę i spojrzał na sprawcę kolizji, który właśnie zbierał się z podłogi.
- Patrz jak chodzisz idioto. - warknął.
- Cieszę się, że jesteś w dobrym humorze. - odparł Blaise otrzepując spodnie.
- Znakomitym. - syknął Malfoy. - Właśnie zaprzyjaźniam się z Potter'em, więc wolałbym abyś zostawił nas samych.
- Aby twój urok osobisty mnie powalił? - zapytał Harry z przekąsem wytrzymując mordercze spojrzenie Draco.
Zabini zagwizdał.
- To może już pójdę... - zaczął powoli wycofywać się do tyłu. - Nie chcę przeszkadzać.
- Ależ nie, zostań. - powiedział słodko Potter. - Możemy pograć w Scrabble.
- W co? - Blaise i Malfoy spytali jednocześnie.
Nagle rozległ się przerażający krzyk, mężczyźni od razu rzucili się w stronę, z której on dobiegał. W sali balowej panował chaos. Ludzie wrzeszczeli w panice, próbowali uciekać przez okna. Draco rozejrzał się bezradnie dookoła i zauważył przedzierającą się przez tłum Pansy. Kiedy stanęła przed nimi odetchnęła głęboko.
- Co się dzieję? - spytał Zabini.
- Banda tchórzy. - parsknęła. - Ktoś wpadł na znakomity pomysł i wyczarował mroczny znak, który natychmiast wywołał panikę.
Rzeczywiście, nad ich głowami pod sufitem unosił się znamy wszystkim symbol. Draco przyglądał mu się z niedowierzaniem. Odniósł dziwne wrażenie, że coś się nie zgadza.
- Znak został zmodyfikowany. - szepnął ale nie na tyle cicho, że pozostała trójka bez najmniejszego problemu go usłyszała i od razu zadarła głowy do góry.
- Faktycznie. - przyznał Harry.

Kącik Mikku Kai - Witam bardzo serdecznie w Nowym Roku, pragnę Wszystkim Czytelnikom z tej okazji złożyć spóźnione życzenia wszystkiego najlepszego! Dziękuję za komentarze pod poprzednią notką. Padło pytanie czy zamierzam wprowadzić wątek miłosny pomiędzy Draco a jakąś sympatyczną damą – niestety nie. Moja długa nieobecność na blogu spowodowana była doszczętnym spaleniem się komputera. Na szczęście teraz mogę obiecać, że będę zamieszczać nowe rozdziały regularnie. Pozdrawiam i do zobaczenia!
With Love,
Mikku Kai
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: