Monday, 30.November.2009, 22:05
Draco Malfoy bez zainteresowania przerzucał strony „Proroka Codziennego”, starał się omijać wszystkie teksty wychwalające Ministerstwo Magii i jego dzielnych pracowników. W końcu cisnął gazetę w kąt swojego laboratorium i z westchnieniem wstał zza biurka. Usłyszał ciche pukanie do drzwi i zanim zdążył opowiedzieć do laboratorium wszedł Zabini.
- Chyba mam omamy słuchowe, wydawało mi się, że zapukałeś. - powiedział Draco przyglądając się pobladłej twarzy Blaise. - Czy coś się stało?
Zabini wyglądał tak jakby się wahał, otwierał usta to znów zamykał.
- Wykrztuś to wreszcie Blaise. - warknął.
- Aurorzy tu są. - jęknął Zabini.
Draco zdziwił się, od zakończenia wojny bardzo dbał o swój wizerunek i unikał kłopotów jak tylko mógł. Blaise zdawał się czytać w myślach przyjaciela, gdyż pośpiesznie dodał.
- Chodzi o sprawę Millicent.
Malfoy uniósł jedną brew do góry, przecież powiedział wszystko Potter'owi odnośnie eliksiru.
- Draco, oni chcą ciebie zabrać do Ministerstwa na przesłuchanie.
Ta informacja podziałała na Malfoy'a jak kubeł zimnej wody. Popatrzył z niedowierzaniem na Zabini'ego, w tym samym momencie usłyszeli jak ktoś schodzi po kamiennych schodach do laboratorium. Draco nie zdziwił się, kiedy do przerobionej przez niego piwnicy wszedł Potter. Ten widząc zaciętą minę Malfoy'a zatrzymał się w pół kroku.
- Czy mogę się dowiedzieć na jakiej podstawie masz mnie doprowadzić na przesłuchanie w Ministerstwie? - wysyczał Draco.
- Wiedziałem, że to tak łatwo nie pójdzie. - powiedział cicho Harry. - Nie znalazłem tej księgi, o której mi mówiłeś. - dodał już głośniej.
- Aha, i od razu ja staję się głównym podejrzanym. - Malfoy westchnął siadając na krześle stojącym obok bukowego biurka. - Dlaczego ja się w ogóle wtedy odezwałem?
Potter spojrzał ponaglająco na Blaise, aby ten opuścił laboratorium. Zabini kiwnął potakująco głową i już go nie było.
- Aresztujesz mnie? - Draco zapytał zrezygnowany.
- Nie. - zaprzeczył Harry a widząc zdziwiona minę Malfoy'a zaczął mu tłumaczyć. - To prawda, ze przyszedłem cię zabrać na przesłuchanie, ale nie wierzę w to, że byłeś w stanie zabić Bulstrode.
Draco roześmiał się ironicznie, wstał i stanął przed Potter'em. Wiedział, że Harry miał ochotę cofnąć się o krok w tył lecz zamiast tego wytrzymał jego pełne nienawiści spojrzenie.
- To, że nie wypowiedziałem Avada Kevadra i nie pozbyłem się Dumbledore wcale nie oznacza, iż nie potrafiłem tego zrobić w stosunku do Millicent. - uśmiechnął się paskudnie widząc jak na twarzy Potter'a pojawia się złość.
Harry z całych sił starał się opanować. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech, po czym powoli otworzył powieki.
- Draco. - zaczął mówić spokojnie. - Za to co teraz robię mogę zostać wyrzucony z Ministerstwa...
- Mam ci współczuć czy podziękować? - przerwał mu Draco, chciał jeszcze rzucić parę kąśliwych uwag, ale widząc karcące spojrzenie Harry'ego zamilkł.
- Jeśli stawisz się dobrowolnie na przesłuchanie to unikniesz w ten sposób podejrzenia, że uczestniczyłeś w śmierci Bulstrode. Szczególnie, że tylko ty wiedziałeś o eliksirze...
Malfoy powoli zdawał sobie sprawę z tego, że jest w tej chwili jedynym podejrzanym i Ministerstwo Magii w ciągu sekundy może wysłać go do Azkabanu. Nie potrzebują nawet znajdować żadnych dowodów jego winy, wystarczy im, że był on śmierciożercom.
- Dlaczego to robisz?
Potter zawahał się przez chwilę zastanawiając się czy odpowiedzieć na pytanie.
- Należałeś do Slytherinu, jednak ten fakt nie może być wyznacznikiem tego, że jesteś mordercą. - odpowiedział w końcu.
- A skąd masz taką pewność? - Draco nie zdążył ugryźć się w język w odpowiednim czasie.
Harry tym razem nic nie powiedział, zamiast tego uśmiechnął się szeroko i zapytał.
- Masz tu jakiś kominek, żebyśmy mogli przenieść się do Ministerstwa Magii? - widząc zdziwione spojrzenie Malfoy'a dodał. - Chyba, że wolisz przejść przez całą ulicę Pokotną w towarzystwie Aurorów?
Draco wzdrygnął się i zaprowadził Potter'a do wydzielonego z piwnicy niewielkiego pomieszczenia, w którym zainstalowany był kominek.
- Myślałem, że nie można dostać się do najpilniej strzeżonego budynku za pomocą garści proszku fiu.
- Musiałem uzyskać pozwolenie na użycie tej metody transportacji. Zresztą tylko do mojego biura został wstawiony kominek. - Harry wzruszył ramionami. - Gotowy?
- Chcę mieć już to za sobą. - Malfoy westchnął teatralnie.
Gabinet Potter'a wcale nie był taki przytulny jak się tego Draco spodziewał. Blat nowoczesnego biurka świecił pustką a twarde aluminiowe krzesła nie zachęcały do siadania. Malfoy wyszedł z kominka i otrzepał ubranie. Nadal rozglądał się z zaciekawieniem, wypatrując zdjęć w ramkach lecz żadnych nie znalazł. Zamiast tego na jednym z krzeseł siedział Kingsley Shacklebolt, który przyglądał mu się badawczo. Draco zauważył, że Minister trzyma w dłoniach fiolkę z eliksirem.
- Proszę, proszę nie myślałem, że doczekam dnia, w którym Malfoy z własnej woli stawi się na przesłuchanie.
Draco postanowił zachowywać się poprawnie i co najważniejsze nie dać się sprowokować, więc na uwagę Shacklebolt'a odpowiedział poprzez skinienie głową. Popatrzył wyczekująco na Potter'a, gdy ten przechodził obok niego.
- Ponieważ jest to zwykła procedura to przeprowadzimy ją tutaj. - powiedział Harry, wskazując mu gdzie ma usiąść.
Malfoy zajął odpowiednie krzesło i kątem oka obserwował przygotowania Ministra i Potter'a. Kiedy Harry skończył rzucać zaklęcia zabezpieczające i utrwalające przebieg przesłuchania, Shacklebolt podszedł do Draco podając mu wywar.
- Podałem przesłuchiwanemu veritaserum. - powiedział bezbarwnym głosem a kiedy Malfoy wypił zawartość fiolki dodał. - Eliksir został zażyty.
- Jak się nazywasz? - zapytał Potter przysuwając krzesło tak, że siedział naprzeciwko byłego szkolnego kolegi.
- Draco Malfoy.
- Podaj datę urodzenia. - mruknął Minister, który oparł się o krawędź biurka.
- Piąty czerwca 1980 roku. - odpowiedział Draco czując, iż wywar zaczyna na niego działać.
- Czy prowadzisz sklep z eliksirami na ulicy pokątnej. - znowu odezwał się Harry.
- Nie. - przyznał z ociąganiem Malfoy, widział, jak przez ułamek sekundy na twarzy jego byłego rywala pojawiło się zdziwienie. - Firma jest zarejestrowana na Blaise Zabini'ego, dzięki temu ja mogę pracować bez ujawniania się i robić to co lubię najbardziej. Zgodnie z prawem to on prowadzi sklep.
- Znałeś Millicent Bulstrode?
- Tak. - Draco poprawił się na krześle.
- Jak dobrze? - zainteresował się Shacklebolt.
- Trochę, byliśmy w tym samym domu w Hogwartcie. Dostałem od niej zaproszenie na ślub, ale nie byłem w nastroju, żeby pójść.
- Lubiłeś ją? - pytał dalej Potter.
- Była mi obojętna tak jak większość społeczności szkolnej.
- Skąd wiedziałeś o tym, ze wywar został zaczarowany.
- Kiedyś w jednej z książek należących do mojego ojca znalazłem sposób jak to zrobić. Z tego co pamiętam, została napisana przez Skandynawa. Nic więcej niestety nie pamiętam. - Malfoy wiedział jakie padnie następne pytanie.
- Czy zaczarowałeś eliksir? - Harry cały czas podczas przesłuchania intensywnie wpatrywał się w Draco, jakby upewniał się, iż veritaserum cały czas działa.
- Nie. - syknął Malfoy. - Ani też nie zabiłem Millicent Bulstrode.
Potter i Minister niemal równocześnie skinęli głowami, potwierdzając, że wierzą Draco.
- Mam jeszcze jedno pytanie na koniec. - znów wtrącił się Shacklebolt. - Czy wiesz kto mógł zabić Bulstrode?
- Nie. - zaprzeczył Malfoy. - Nie pamiętam też jak można zrobić ze zwykłego wywaru śmiercionośną broń.
Minister podrapał się po głowie, potem westchnął i wychodząc z biura Harry'ego rzucił na pożegnanie.
- Przesłuchanie numer 211 zostaje zamknięte.
Draco odprowadził Ministra wzrokiem i kiedy tylko drzwi się za nim zamknęły, odetchnął z ulgą.
- Nie było tak strasznie. - usłyszał rozbawiony głos Potter'a, który w dalszym ciągu siedział naprzeciwko niego.
- Hmm. - mruknął w odpowiedzi czując, że w dalszym ciągu znajduje się pod wpływem serum prawdy.
Harry wstał i podszedł do biurka. Wyjął z szuflady pudełko z proszkiem fiu, po czym wręczył je Malfoy'owi.
- Dlaczego w twoim biurze nie ma żadnego zdjęcia? - Draco nie ukrywał swojego zaciekawienia.
- Rzadko tu bywam. - padła wymijająca odpowiedź. - Czy nadal mnie nienawidzisz?
Byłemu księciu Slytherinu drgnął kącik ust. Pozwolił, aby veritaserum wygrało i powiedział zgodnie z prawdą.
- Nie. - szybko, nie czekając na reakcję Potter'a, podszedł do kominka i transportował się z powrotem do laboratorium.
Witam Ciebie Drogi Czytelniku dziękuję, że przeczytałeś wyżej zamieszczony rozdział. Dziękuję bardzo serdecznie za komentarze pozostawione pod poprzednim wpisem. Pozdrawiam bardzo serdecznie, M.K.
- Chyba mam omamy słuchowe, wydawało mi się, że zapukałeś. - powiedział Draco przyglądając się pobladłej twarzy Blaise. - Czy coś się stało?
Zabini wyglądał tak jakby się wahał, otwierał usta to znów zamykał.
- Wykrztuś to wreszcie Blaise. - warknął.
- Aurorzy tu są. - jęknął Zabini.
Draco zdziwił się, od zakończenia wojny bardzo dbał o swój wizerunek i unikał kłopotów jak tylko mógł. Blaise zdawał się czytać w myślach przyjaciela, gdyż pośpiesznie dodał.
- Chodzi o sprawę Millicent.
Malfoy uniósł jedną brew do góry, przecież powiedział wszystko Potter'owi odnośnie eliksiru.
- Draco, oni chcą ciebie zabrać do Ministerstwa na przesłuchanie.
Ta informacja podziałała na Malfoy'a jak kubeł zimnej wody. Popatrzył z niedowierzaniem na Zabini'ego, w tym samym momencie usłyszeli jak ktoś schodzi po kamiennych schodach do laboratorium. Draco nie zdziwił się, kiedy do przerobionej przez niego piwnicy wszedł Potter. Ten widząc zaciętą minę Malfoy'a zatrzymał się w pół kroku.
- Czy mogę się dowiedzieć na jakiej podstawie masz mnie doprowadzić na przesłuchanie w Ministerstwie? - wysyczał Draco.
- Wiedziałem, że to tak łatwo nie pójdzie. - powiedział cicho Harry. - Nie znalazłem tej księgi, o której mi mówiłeś. - dodał już głośniej.
- Aha, i od razu ja staję się głównym podejrzanym. - Malfoy westchnął siadając na krześle stojącym obok bukowego biurka. - Dlaczego ja się w ogóle wtedy odezwałem?
Potter spojrzał ponaglająco na Blaise, aby ten opuścił laboratorium. Zabini kiwnął potakująco głową i już go nie było.
- Aresztujesz mnie? - Draco zapytał zrezygnowany.
- Nie. - zaprzeczył Harry a widząc zdziwiona minę Malfoy'a zaczął mu tłumaczyć. - To prawda, ze przyszedłem cię zabrać na przesłuchanie, ale nie wierzę w to, że byłeś w stanie zabić Bulstrode.
Draco roześmiał się ironicznie, wstał i stanął przed Potter'em. Wiedział, że Harry miał ochotę cofnąć się o krok w tył lecz zamiast tego wytrzymał jego pełne nienawiści spojrzenie.
- To, że nie wypowiedziałem Avada Kevadra i nie pozbyłem się Dumbledore wcale nie oznacza, iż nie potrafiłem tego zrobić w stosunku do Millicent. - uśmiechnął się paskudnie widząc jak na twarzy Potter'a pojawia się złość.
Harry z całych sił starał się opanować. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech, po czym powoli otworzył powieki.
- Draco. - zaczął mówić spokojnie. - Za to co teraz robię mogę zostać wyrzucony z Ministerstwa...
- Mam ci współczuć czy podziękować? - przerwał mu Draco, chciał jeszcze rzucić parę kąśliwych uwag, ale widząc karcące spojrzenie Harry'ego zamilkł.
- Jeśli stawisz się dobrowolnie na przesłuchanie to unikniesz w ten sposób podejrzenia, że uczestniczyłeś w śmierci Bulstrode. Szczególnie, że tylko ty wiedziałeś o eliksirze...
Malfoy powoli zdawał sobie sprawę z tego, że jest w tej chwili jedynym podejrzanym i Ministerstwo Magii w ciągu sekundy może wysłać go do Azkabanu. Nie potrzebują nawet znajdować żadnych dowodów jego winy, wystarczy im, że był on śmierciożercom.
- Dlaczego to robisz?
Potter zawahał się przez chwilę zastanawiając się czy odpowiedzieć na pytanie.
- Należałeś do Slytherinu, jednak ten fakt nie może być wyznacznikiem tego, że jesteś mordercą. - odpowiedział w końcu.
- A skąd masz taką pewność? - Draco nie zdążył ugryźć się w język w odpowiednim czasie.
Harry tym razem nic nie powiedział, zamiast tego uśmiechnął się szeroko i zapytał.
- Masz tu jakiś kominek, żebyśmy mogli przenieść się do Ministerstwa Magii? - widząc zdziwione spojrzenie Malfoy'a dodał. - Chyba, że wolisz przejść przez całą ulicę Pokotną w towarzystwie Aurorów?
Draco wzdrygnął się i zaprowadził Potter'a do wydzielonego z piwnicy niewielkiego pomieszczenia, w którym zainstalowany był kominek.
- Myślałem, że nie można dostać się do najpilniej strzeżonego budynku za pomocą garści proszku fiu.
- Musiałem uzyskać pozwolenie na użycie tej metody transportacji. Zresztą tylko do mojego biura został wstawiony kominek. - Harry wzruszył ramionami. - Gotowy?
- Chcę mieć już to za sobą. - Malfoy westchnął teatralnie.
Gabinet Potter'a wcale nie był taki przytulny jak się tego Draco spodziewał. Blat nowoczesnego biurka świecił pustką a twarde aluminiowe krzesła nie zachęcały do siadania. Malfoy wyszedł z kominka i otrzepał ubranie. Nadal rozglądał się z zaciekawieniem, wypatrując zdjęć w ramkach lecz żadnych nie znalazł. Zamiast tego na jednym z krzeseł siedział Kingsley Shacklebolt, który przyglądał mu się badawczo. Draco zauważył, że Minister trzyma w dłoniach fiolkę z eliksirem.
- Proszę, proszę nie myślałem, że doczekam dnia, w którym Malfoy z własnej woli stawi się na przesłuchanie.
Draco postanowił zachowywać się poprawnie i co najważniejsze nie dać się sprowokować, więc na uwagę Shacklebolt'a odpowiedział poprzez skinienie głową. Popatrzył wyczekująco na Potter'a, gdy ten przechodził obok niego.
- Ponieważ jest to zwykła procedura to przeprowadzimy ją tutaj. - powiedział Harry, wskazując mu gdzie ma usiąść.
Malfoy zajął odpowiednie krzesło i kątem oka obserwował przygotowania Ministra i Potter'a. Kiedy Harry skończył rzucać zaklęcia zabezpieczające i utrwalające przebieg przesłuchania, Shacklebolt podszedł do Draco podając mu wywar.
- Podałem przesłuchiwanemu veritaserum. - powiedział bezbarwnym głosem a kiedy Malfoy wypił zawartość fiolki dodał. - Eliksir został zażyty.
- Jak się nazywasz? - zapytał Potter przysuwając krzesło tak, że siedział naprzeciwko byłego szkolnego kolegi.
- Draco Malfoy.
- Podaj datę urodzenia. - mruknął Minister, który oparł się o krawędź biurka.
- Piąty czerwca 1980 roku. - odpowiedział Draco czując, iż wywar zaczyna na niego działać.
- Czy prowadzisz sklep z eliksirami na ulicy pokątnej. - znowu odezwał się Harry.
- Nie. - przyznał z ociąganiem Malfoy, widział, jak przez ułamek sekundy na twarzy jego byłego rywala pojawiło się zdziwienie. - Firma jest zarejestrowana na Blaise Zabini'ego, dzięki temu ja mogę pracować bez ujawniania się i robić to co lubię najbardziej. Zgodnie z prawem to on prowadzi sklep.
- Znałeś Millicent Bulstrode?
- Tak. - Draco poprawił się na krześle.
- Jak dobrze? - zainteresował się Shacklebolt.
- Trochę, byliśmy w tym samym domu w Hogwartcie. Dostałem od niej zaproszenie na ślub, ale nie byłem w nastroju, żeby pójść.
- Lubiłeś ją? - pytał dalej Potter.
- Była mi obojętna tak jak większość społeczności szkolnej.
- Skąd wiedziałeś o tym, ze wywar został zaczarowany.
- Kiedyś w jednej z książek należących do mojego ojca znalazłem sposób jak to zrobić. Z tego co pamiętam, została napisana przez Skandynawa. Nic więcej niestety nie pamiętam. - Malfoy wiedział jakie padnie następne pytanie.
- Czy zaczarowałeś eliksir? - Harry cały czas podczas przesłuchania intensywnie wpatrywał się w Draco, jakby upewniał się, iż veritaserum cały czas działa.
- Nie. - syknął Malfoy. - Ani też nie zabiłem Millicent Bulstrode.
Potter i Minister niemal równocześnie skinęli głowami, potwierdzając, że wierzą Draco.
- Mam jeszcze jedno pytanie na koniec. - znów wtrącił się Shacklebolt. - Czy wiesz kto mógł zabić Bulstrode?
- Nie. - zaprzeczył Malfoy. - Nie pamiętam też jak można zrobić ze zwykłego wywaru śmiercionośną broń.
Minister podrapał się po głowie, potem westchnął i wychodząc z biura Harry'ego rzucił na pożegnanie.
- Przesłuchanie numer 211 zostaje zamknięte.
Draco odprowadził Ministra wzrokiem i kiedy tylko drzwi się za nim zamknęły, odetchnął z ulgą.
- Nie było tak strasznie. - usłyszał rozbawiony głos Potter'a, który w dalszym ciągu siedział naprzeciwko niego.
- Hmm. - mruknął w odpowiedzi czując, że w dalszym ciągu znajduje się pod wpływem serum prawdy.
Harry wstał i podszedł do biurka. Wyjął z szuflady pudełko z proszkiem fiu, po czym wręczył je Malfoy'owi.
- Dlaczego w twoim biurze nie ma żadnego zdjęcia? - Draco nie ukrywał swojego zaciekawienia.
- Rzadko tu bywam. - padła wymijająca odpowiedź. - Czy nadal mnie nienawidzisz?
Byłemu księciu Slytherinu drgnął kącik ust. Pozwolił, aby veritaserum wygrało i powiedział zgodnie z prawdą.
- Nie. - szybko, nie czekając na reakcję Potter'a, podszedł do kominka i transportował się z powrotem do laboratorium.
Witam Ciebie Drogi Czytelniku dziękuję, że przeczytałeś wyżej zamieszczony rozdział. Dziękuję bardzo serdecznie za komentarze pozostawione pod poprzednim wpisem. Pozdrawiam bardzo serdecznie, M.K.
With Love,
Mikku Kai
Mikku Kai
Nastrój:
Hey, where's the rainbow?
Kategoria: brak kategorii
Komentarze (4), Dodaj